Zmiany w prawie pracy – czy istotne dla pracodawcy?

Od pierwszego września tego roku delikatnie zmieniają się przepisy dotyczące zatrudnienia pracowników, a dokładniej podpisania z nimi umowy o pracę. Do tej pory trzeba było podpisać umowę najpóźniej w dniu rozpoczęcia pracy przez pracownika, teraz trzeba będzie podpisać ją zanim pracownik rozpocznie pracę. To samo? Dla zorganizowanego i uczciwego przedsiębiorcy właściwie tak, ale nie dla wszystkich.

Co oznacza „w dniu rozpoczęcia pracy”?

Kontroler Państwowej Inspekcji Pracy przychodzi do firmy i okazuje się, że kilku pracowników jest nowych, pracują pierwszy dzień. Umowa ma być z nimi podpisana po południu. Wszystko w porządku, tyle że podejrzanie dobrze znają swoje obowiązki jak na nowicjuszy.

Zawsze kiedy kontroler przyłapywał w firmie osobę, której nie powinno tam być, pracodawca mógł powiedzieć, że właśnie przyjął nowego pracownika i jeśli ten potwierdził jego wersję – sprawy nie było.

Pozwalało to zarówno zatrudniać pracowników na czarno jak i całkowicie lekceważyć przepisy BHP. W końcu pracownik „jeszcze” nie był zatrudniony.

Co oznacza „przed rozpoczęciem pracy”?

Zmiany, które wejdą w życie od września wymuszą podpisanie wszelkich dokumentów, a także zapoznanie pracownika z zasadami BHP i regulaminem zakładu zanim wykona on jakąkolwiek czynność należącą do jego służbowych obowiązków w nowej firmie. Jeśli przykładowo pracownik rozpocznie pracę o 9.00, ale umowę podpisze dopiero godzinę później – będzie to naruszenie przepisów prawa pracy.

Na pewno trochę utrudni to zatrudnianie na czarno (więc zainteresowane strony wymyślą inne obejście przepisów) i tym samym odrobinę zmniejszy nieuczciwą konkurencję wobec firm, które zatrudniają legalnie. Przy okazji jednak utrudni zatrudnianie „od zaraz”, które niekiedy jest na rękę obu stronom.

Szkodliwość przepisu dla uczciwych firm będzie raczej bardzo niska, ale też jego nie spełni on pokładanych w nim nadziei. Dopóki różnica między kosztami pracodawcy, a wynagrodzeniem netto pracownika będzie tak duża żaden pomysł ustawodawcy nie zniweluje skali zatrudnienia „na czarno”.