Od nowego roku znowu na czarno?

Od 1 stycznia 2017 roku mają wejść w życie przepisy dotyczące minimalnej stawki godzinowej dla osób zatrudnionych na podstawie umowy zlecenia. Jednocześnie bardzo wzrośnie wówczas pensja minimalna i zostaną zniesione przepisy umożliwiające zatrudnianie wchodzących dopiero na rynek pracowników za 80% płacy minimalnej. Czy zatem nastaną złote czasy dla pracowników? Absolutnie nie.

Proste zasady ekonomii

Jeśli pensja minimalna wzrośnie z 1850 zł do 2000 zł, a tak właśnie ma się stać, pracodawca będzie musiał wydać ponad 2000 zł rocznie więcej na każdego pracownika niewykwalifikowanego. W wielu branżach, a przede wszystkim w regionach słabiej rozwiniętych gospodarczo, będzie to istotny problem. Nie będzie też możliwości ominięcia dodatkowych kosztów poprzez umowy zlecenia (ozusowane, minimalna stawka godzinowa wynosząca 13 zł, konieczność ciągłego zgłaszania i korygowania zgłoszeń do ZUS), ani przez umowy z pracownikami wchodzącymi na rynek pracy (do tej pory mogli zarabiać nie mniej niż 80% pensji minimalnej).

To oznacza, że pracodawca będzie musiał sobie owe straty jakoś zrekompensować. Czyli podnieść ceny. Tak zrobi większość pracodawców.

Bardzo prawdopodobne, że zmiany są obliczone nie tyle na poprawę losu pracowników, co na wymuszenie inflacji, która z ekonomicznego punktu widzenia jest z pewnością formą opodatkowania obywateli.

Jak wpłyną zmiany na rynek pracy?

Pensja minimalna w znacznie większym stopniu dotyczy stróża pracującego na Podkarpaciu niż wykwalifikowanego pracownika w Warszawie. Podniesienie minimum płacowego i jednoczesne wprowadzenie ustawowej stawki godzinowej w umowach zlecenia będzie miało silny wpływ na rynek pracy tam gdzie zarabia się mało, a o pracę jest trudno. Dzięki zmianom zarobki faktycznie wzrosną (choć ze względu na wysokie składki ZUS i podatki – nie aż tak bardzo), natomiast o pracę z pewnością będzie jeszcze trudniej. Część firm podniesie pensje i wynagrodzenia zleceniobiorców po czym zrekompensuje sobie to wyższymi cenami swoich produktów, ale tam gdzie podwyżki groziłyby utratą konkurencyjności, pojawi się silna motywacja by omijać przepisy i zatrudniać na czarno.

Dla warszawskich firm zatrudniających pracowników za godziwe pieniądze przepisy będą o tyle korzystne, że utrudnią życie konkurencji.

Czy można inaczej?

Ochrona pracownika jako strony słabszej jest w pewnym sensie obowiązkiem państwa. Pensja minimalna, a nawet minimalne stawki godzinowe mają sens, ich wysokość nie powinna jednak rosnąć szybciej niż inflacja. Jeśli jest inaczej, pojawia się sytuacja gdy w mało wymagających zawodach pracownik godzi się pracować bez umowy. Tyle, że nie korzysta wówczas z ochrony przysługującej pracownikowi (urlopy, ubezpieczenia), a pracodawca naraża się na poważne konsekwencje prawne i nie ma możliwości rozliczenia kosztów pracowniczych.

Gdyby wraz z wypłatą netto pracownika nie rosły tak bardzo koszty ZUS – pracodawcy z pewnością nie oponowaliby przeciw podniesieniu pensji minimalnej.